23 luty 2018

Hands-on: Corum Bubble 47 Squelette

Napisał: Bartosz Marciniak

Mimo iż Polska, na tle bardziej rozwiniętych gospodarczo krajów, nie jest wielkim rynkiem zbytu dla dóbr luksusowych, to jednak sytuacja na rodzimym rynku nie przestaje mnie zaskakiwać. Wydawało mi się, że zegarkowy segment zdołał się już wystarczająco nasycić, a poszukiwanie nowych marek do sprzedaży nie ma większego sensu. Myliłem się. Jest zupełnie na odwrót.

 

Sklepy prześcigają się w pozyskiwaniu nowych zegarkowych brandów do sprzedaży lub dystrybucji. Za przykład może posłużyć prężnie rozwijający się Jubitom, który niedawno poszerzył swoją ofertę o kolejną zegarkową markę. Nową gwiazdą w portfolio jest Corum. Przyznam, że jak usłyszałem ten „news”, byłem zaskoczony takim wyborem.

 

 

Firma nie jest popularna w naszym kraju, a do tego wytwarza bardzo charakterystyczne, a zarazem futurystyczne czasomierze. Niektóre z nich są tak odważne, że samemu byłoby mi ciężko założyć je na nadgarstek. W ubiegłym roku opisywałem nowe modele Bubble 47 Squelette, które przypadły mi wyjątkowo do gustu. Ciekawa kolorystyka połączona ze szkieletową tarczą oraz szklaną półkulą spodobała mi się na tyle, że jak dysponowałbym zbędną gotówką, to z miłą chęcią nabyłbym jeden z wariantów.

 

 

Pisząc wtedy ten artykuł, nie myślałem, że kiedykolwiek będzie mi dane poznać bliżej ten zegarek. Gdy tylko dowiedziałem się, że firma Corum zawitała do Polski, od razu zgłosiłem się do przedstawiciela, aby zdobyć ów czasomierz do testów. O dziwo, udało się to załatwić bardzo szybko i sprawnie. Mam nadzieję, że ten materiał spodoba się Wam. 

 

 

 

Trochę o marce

 

Firma została założona przez pana Gastona Riesa oraz jego siostrzeńca w 1955 roku. Zaledwie rok później światło dzienne ujrzał pierwszy czasomierz sygnowany nazwą Corum. Siedziba marki od samego początku zlokalizowana jest w malowniczym miasteczku La Chaux-de-Fonds. Mimo młodego wieku manufaktura zdążyła wyrobić sobie renomę, produkując wysokiej jakości zegarki, reprezentujące szereg innowacyjnych rozwiązań.

 

 

Największą gwiazdą w portfolio jest model Admiral, produkowany od 1960 roku. Nazwa tej kolekcji nawiązuje do elitarnego pucharu Admiral’s Cup — są to najstarsze międzynarodowe regaty żeglarskie. Pierwszy model z tej serii posiadał kwadratową, wodoodporną kopertę, upiększoną grawerem przedstawiającym żaglówkę na deklu.

 

 

 

Bubble 47 Squelette

 

Tytułowy bohater jest niewątpliwie jednym z najbardziej charakterystycznych modeli oferowanych przez firmę. Największą atrakcją jest szafirowe szkło w kształcie kopuły. Nie powiem, na żywo robi ono ogromne wrażenie. To właśnie dzięki niemu zegarek wyróżnia się zdecydowanie na tle konwencjonalnych czasomierzy. Podobny rodzaj szkła można oczywiście spotkać w wyrobach innych producentów, ale nie za tą cenę. Zazwyczaj są to bardzo drogie zegarki wyposażone w ultraskomplikowane mechanizmy.

 

 

„Bańka” już od pierwszej chwili sprawia genialne wrażenie. To, co da się odczuć, to z pewnością wysoka jakość wykonania i solidna waga. W oczy rzuca się też dobrze dobrana kolorystyka oraz dbałość o detale. Z całą odpowiedzialnością mogę rzec, że to kompletny zegarek. Nie jest jednak pozbawiony wad. Na pewno nie jest to propozycja dla wszystkich. Jego futurystyczny design może się spodobać, ale również może odrzucić. Z tym zegarkiem jest jak z pierwszą randką albo zaiskrzy od pierwszej chwili, albo wcale. Trzeba po prostu lubić taki styl.

 

 

 

Tarcza

 

Bez wątpienia to mocny element zegarka. Niebieska tarcza posiada szkieletową konstrukcję, dzięki której możemy podziwiać w pełnej okrasie pracujące części mechanizmu. Elementy układu wskazań ograniczają się do wskazówek i smukłego pierścienia z naniesioną białą skalą godzinową i minutową. Pomiędzy godziną 9 a 11 można ujrzeć nazwę producenta.

 

 

Charakterystyczne wskazówki (godzinowa i minutowa), zachowane w srebrnej kolorystyce, przypominają swoim kształtem liście — przynajmniej tak mi się kojarzą. Ich powierzchnia została wypełniona białą substancją luminescencyjną. Co do wskazówki sekundowej to również jest w kolorze srebrnym, lecz posiada odmienny kształt oraz subtelną świecącą kropkę.

 

 

Jak już wspomniałem wyżej, w tle możemy ujrzeć elementy mechanizmu. Koloryzowane na niebiesko mostki, płyta czy pozostałe komponenty werku, wyglądają obłędnie. Wszystko jest bardzo spójne. Na godzinie szóstej możemy podziwiać sprężynę napędową, a po przeciwnej stronie pracujące na wysokich obrotach koło balansowe — serce zegarka mechanicznego. Mimo złożoności i sporej ilości detali nie ma efektu przeładowania.

 

 

 

Koperta

 

Co tu dużo mówić jest masywna i swoje waży. Średnica wynosi tytułowe 47 milimetrów, a grubość 18,80 milimetra. Jednak dobrze wyprofilowane i stosunkowo krótkie uszy sprawiają, że obudowa dobrze układa się na nadgarstku, nawet tym mniejszym. Koperta łączy w sobie powierzchnie polerowane oraz szczotkowane. Wykonana jest ze stali szlachetnej.

 

 

Pierwszy dotyk, pierwsze spojrzenie i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z ekskluzywnym wyrobem. Wspomnieć należy również o genialnej koronce. Jej kulisty kształt idealnie podkreśla specyficzny charakter całego czasomierza. Dokładnie przez jej środek przebiega delikatna, gumowa wkładka w kolorze czarnym. Ma za zadanie poprawiać chwyt przy nastawianiu zegarka.

 

 

 

Można ją też traktować jako element dekoracji. Z racji 100-metrowej wodoszczelności koronka jest zakręcana. To dobra informacja dla wszystkich osób kochających wodę oraz nielubiących rozstawać się ze swoim zegarkiem. Z tyłu obudowa została zamknięta transparentnym deklem, połączonym z korpusem za pomocą 6 śrubek.

 

 

Mimo sporej wagi wydawałoby się, że komfort użytkowania nie będzie najwyższy. Jednak nie jest tak źle. Po kilku minutach zapomina się, że ma się coś na ręce. To wyłącznie kwestia przyzwyczajenia. Dobrą informacją jest również ta, że bez problemu mogą używać zegarek osoby o szczupłym nadgarstku, jednak nie przesadnie szczupłym. Myślę, że 17,5 cm obwodu jest takim minimum w tym przypadku. Corum Bubble 47 Squelette wygląda na mniejszy, niż jest w rzeczywistości.

 

 

Szkło

 

Najważniejszym elementem zegarka jest podwójne szkło szafirowe w kształcie półkuli. Posiada powłokę antyrefleksyjną. Dzięki zastosowaniu tak wypukłego szkła powstał efekt lupy. Wygląda to kapitalnie, tym bardziej że wpadające światło oświetla tylko określoną powierzchnię tarczy. Wszystko zależy od kąta jego padania. Z odczytem wbrew pozorom nie ma większego problemu. Jednak istnieje kilka niedogodności, o których należy wspomnieć.

 

 

To, co musicie wiedzieć to, że zbicie takiego szkła wiąże się z wysokim kosztem jego wymiany. Trzeba uważać, bo jest naprawdę bardzo wypukłe i łatwo gdzieś przypadkowo uderzyć lub zahaczyć. Można również zapomnieć o schowaniu zegarka pod mankiet koszuli. No i zdjęcia — jeżeli lubicie fotografować swoje zegarki i chwalić się nimi w sieci - to uprzedzam, że ten jest wyjątkowo oporny.

 

 

Mechanizm

 

Bijącym sercem zegarka jest kaliber CO 082 wyposażony w automatyczny naciąg sprężyny napędowej. Mechanizm legitymuje się 42-godzinną rezerwą chodu i działa z częstotliwością 4 Hz. Części ruchome są łożyskowane za pomocą 26 kamieni syntetycznych. Jeśli chodzi o dokładność chodu, jest na dobrym poziomie. Mój egzemplarz wskazywał czas z dokładnością do plus 7 sekund na dobę.

 

 

Natomiast jeśli chodzi o wygląd, to jest więcej niż poprawnie. Niebieska, szkieletowa konstrukcja posiada na swojej powierzchni szczotkowane wykończenie. Ażurowy wahnik prezentuje się nowocześnie i zgrabnie. Mimo że został znacznie odchudzony to i tak nakręca sprężynę bardzo efektywie.

 

 

Pasek

 

Nie mogło być chyba inaczej. Jest niebieski i idealnie koresponduje z tarczą. Wykonany został z wysokogatunkowej gumy. Nie trzeba go przycinać ani skracać w inny specjalny sposób, ponieważ zapinany jest klasyczną sprzączką. Z zewnątrz posiada gładką powierzchnię, z kolei od wewnątrz widoczny jest wytłoczony wzór w kształcie kratek. Od zewnętrznej strony, przy uszach, widoczny jest logotyp firmy - klucz.

 

 

 

Podsumowanie

 

Bardzo się cieszę, że miałem okazje przybliżyć Wam ten jedyny w swoim rodzaju zegarek. Na plus należy zaliczyć wysoką jakość wykonania oraz użytych materiałów. Dbałość o detale też nie jest bez znaczenia. Corum Bubble 47 Squelette to tak charakterystyczny zegarek, że ciężko przejść obok niego obojętnie, nawet jeśli sami nie będziecie go nosić to i tak będziecie go podziwiać z każdej strony.

 

 

W tym miejscu należy odpowiedzieć na pytanie, do kogo jest skierowany ten produkt? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, więc powiem tak: jeśli chcecie wyróżnić się z tłumu czy zaimponować swoim znajomym za stosunkowo niewygórowaną cenę (prezentowany model kosztuje około 24 000 zł), to jest to jak najbardziej odpowiedni wybór. Zegarek będzie również podkreślał modne kreacje i raczej skierowany jest do młodszej grupy odbiorców. Spodnie dżinsowe od Dsquared2, bluza z tygrysem od Kenzo i Bubble 47 Squelette - tak ja to widzę.

 

 

*Zegarek do recenzji dostarczyła firma Jubitom 

Bartosz Marciniak

Bartosz Marciniak

 

Moja przygoda z zegarkami rozpoczęła się już w szkole średniej, kiedy to na okienkach godzinowych spacerowałem po alejach galerii handlowej i spoglądałem z niedowierzaniem na gabloty wystawowe najlepszych salonów sprzedających owe przedmioty. Pierwsze moje pytanie pojawiające się gdzieś tam w głowie było: "Dlaczego zegarki potrafią kosztować majątek?" W celu nabycia wiedzy na ten temat trafiłem na forum KMZiZ gdzie zaraziłem się pasją, która z czasem przeistoczyła się w miłość

Poprzedni

Hands-on: Ulysse Nardin Grand Deck Tourbillon

Następny

Hands-On: Victorinox I.N.O.X. V. - niezniszczalny zegarek dla Pań

   Follow us on  ins

 

© 2018 Timeandwatches Polska. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Wykonanie: http://mizzo.pl/