Model zawdzięcza swój spektakularny sukces dzięki niesamowitej tarczy wykonanej z awenturynu, zgrabnej i dopracowanej kopercie o ciekawych kształtach oraz wodoszczelności wynoszącej 200 metrów. Dodajmy do tego piękny dekiel, szafirowe szkło oraz komfortowy system do szybkiej zmiany pasków/bransolety.
To się musiało udać i udało! Słupki sprzedażowe szybko powędrowały w górę, a sam zegarek stał się jedną z najmocniejszych pozycji w portfolio marki. Z czasem producent zaczął urozmaicać ofertę o nowe warianty, takie jak: Czarny Pył z tradycyjną lub matową tarczą do wyboru.
Chociaż wiele osób zarzuca mu wtórność, porównując do bardziej elitarnych wyrobów, jak chociażby Hublot Classic Fusion, to ja się kompletnie z tym nie zgadzam. Dla mnie to zupełnie dwa różne światy i nie chodzi mi tutaj o status czy pozycję marki, bo to oczywiście przepaść. Odnoszę się wyłącznie do aspektu wizualnego, a wiem co mówię, ponieważ pracowałem na co dzień z produktami genewskiej manufaktury i nie odnajduję żadnych rażących analogii.
Zegarek ma wiele oblicz, dzięki możliwości swobodnej konfiguracji za pomocą różnych pasków, a jest ich co najmniej kilka, nie mówiąc o świetnie spasowanej stalowej bransolecie. Optymalna średnica koperty wynosząca 42 mm sprawia, że zegarek układa się doskonale na nadgarstku, nawet tym mniejszym.
Problemem dla niektórych może być znaczna grubość obudowy - 13,9 mm. O ile na przeciętnym (17,5 -18 cm) nadgarstku wygląda to dobrze, tak już na mniejszym niekoniecznie. Po drugie można zapomnieć o tym, aby czasomierz schował się pod mankietem każdej koszuli.
Dlatego uważne badanie rynku i słuchanie opinii klientów oraz chęć pozyskania nowych, skłoniło właściciela firmy do stworzenia znacznie odchudzonej wersji Gwiezdnego Pyłu. Tak, nie przesłyszeliście się, wkrótce na półki sklepowe trafi wersja slim i to w kilku nowych wydaniach!
Może zacznę od najbardziej znaczącej zmiany — koperty. O ile design pozostał ten sam, tak grubość diametralnie się zmieniła. Jak myślicie, ile teraz wynosi? Jeśli wskazaliście, że to wynik poniżej 10 mm, to barwo! W tym przypadku grubość obudowy mierzy 9,7 mm. To naprawdę spora różnica w porównaniu do protoplasty.
Jednak tak znaczne odchudzenie wymogło na projektantach wiele mniejszych lub bardziej istotnych zmian. Pierwszą jest wodoszczelność, którą pomniejszono o połowę. W nowym modelu wynosić będzie jedyne 100 metrów. Domyślam się, że ma to ścisły związek z koronką. Niestety nie jest ona zakręcana jak w starszym barcie. Szkoda, ale pewnie nie było innej możliwości.
Kolejna sprawa tyczy się serca zegarka. W modelu slim, przynajmniej na chwilę obecną, wskazówki wprawiać w ruch będzie kwarcowa jednostka, ale spokojnie — nie byle jaka. Jest nią szwajcarska Ronda 1015 (Swiss Made), która jest bardzo bezpiecznym i sprawdzonym wyborem.
Mechanizm jest pozłacany, posiada system E.O.L., a żywotność baterii waha się w przedziale od 25 do 40 miesięcy. Mechanizm łożyskowany jest na 8 kamieniach i posiada system oszczędzania energii. Przy wyciągniętej koronce konsumpcja energii zmniejsza się o 70%.
Co do samego designu koperty, to tak jak napisałem wyżej, nie zmienił się. Obudowa jest mariażem powierzchni polerowanych oraz satynowanych. Zapewnia to różnorodność. Ciekawie zaprojektowany pierścień robi „wielką robotę”. Nadaje niesamowitego charakteru całej kompozycji.
Jego boczną krawędź wypolerowano, a front zmatowiono. Tworzy to ładny kontrast dla oka. Dekiel standardowo mocowany jest do korpusu koperty za pomocą czterech śrubek. W środkowej jego części dostrzeżemy gwieździste niebo.
Wraz z odchudzoną kopertą klienci do wyboru będą mieli nowe warianty kolorystyczne. Do oferty trafi klasyczna wersja na bransolecie z tarczą z awenturynu. Ta, która powędrowała w moje ręce posiada datownik na godzinie trzeciej. Super, że producent zastosował tło pod kolor cyferblatu. W mechanicznej wersji jest białe i nie wygląda to zbyt dobrze, za bardzo się odcina. Patrząc się wstecz pewnie będzie dostępny również wariant bez datownika.
Kolejna opcja to zupełnie coś nowego i pięknego. Po raz pierwszy wykorzystano niebieską opalizującą tarczę, którą zestawiono z niebieskim skórzanym paskiem. Wygląda to kapitalnie. Projekt prosty, ale zjawiskowy. Padające na powierzchnię cyferblatu światło tworzy przepiękne refleksy.
Ostatnia propozycja to nie lada gratka dla fanów dwukolorowych kopert. Pierścień, koronka, wskazówki, indeksy oraz klamra paska są w kolorze różowego złota. Gwiazdki na deklu również. Całość zestawiono z niebieskim paskiem, przeszytym czerwonymi szwami. Tarcza w tym przypadku również wykonana jest z awenturynu.
Co ciekawe, zauważyłem, że awenturyn w modelach prototypowych jest znacznie ciemniejszy od tego, który znajduje się w moim prywatnym zegarku. Powiem, że nawet bardziej mi się taki podoba. Zobaczymy jak to wyjdzie finalnie.
Wrażenia
Zegarek faktycznie lepiej układa się na nadgarstku i wygląda na mniej masywny. Według mnie odchudzenie dało bardzo dużo korzyści. Oprócz redukcji wagi, subtelności, zniknął również problem z chowaniem się czasomierza pod mankiet koszuli. Nadal nie jest to supercienki zegarek, ale teraz zdecydowanie lepiej współgra z mankietem. Myślę, że to dobry ruch pomimo zrezygnowania z mechanicznego werku.
Na koniec pragnę zaznaczyć, iż są to prototypy w bardzo zaawansowanej fazie. Jednak nadal coś może się jeszcze zmienić. Premiera wersji slim przewidziana jest na koniec tego roku. Ceny jeszcze nie zostały zdefiniowane przez producenta, ale dostałem zapewnienie, że będą oscylować poniżej 2000 zł.