22 kwiecień 2018

Hands-On: Glycine Combat Sub Aquarius

Napisał: Bartosz Marciniak

Mogę śmiało napisać, że uwielbiam zegarki przeznaczone do nurkowania. Nie, żebym był od razu jakimś wielkim fanem podwodnych wojaży, po prostu ich specyficzne wzornictwo idealnie koresponduje z moim gustem oraz sportowym stylem życia.

 

Dla mnie „divery” to doskonały kompromis pomiędzy funkcjonalnością, uniwersalnością, a przede wszystkim zwiększoną wytrzymałością na wodę, kurz oraz inne przypadłości. Pewnie jesteście ciekawi, co mam na myśli, pisząc: „inne przypadłości”. Aby rozwiać wszelakie wątpliwości, o co mi chodzi, podam jeden przykład. Rasowe zegarki do nurkowania mają znacznie grubsze szkło szafirowe, a co za tym idzie trudniej je zbić.  

 

 

Oczywiście jest to możliwe, ale trzeba się naprawdę postarać. Niemniej jednak typowe uderzenia ręką podczas rutynowych zadań czy innych aktywności nie powinno być „szkodliwe” dla jego kondycji. Jest to ogromna zaleta.

 

 

Z racji tego, że wakacyjny sezon urlopowy już niebawem, postanowiłem zaprezentować Wam ciekawy czasomierz, którego spokojnie będziecie mogli wziąć ze sobą na plażę, ale nie tylko. Do tego naprawdę super się prezentuje, jest dobrze wykonany, a co najważniejsze nie kosztuje przy tym majątku.

 

 

Glycine Combat Sub Aquarius

 

Przedmiotem tego „Hands-On” będzie zegarek ze stajni Glycine. Model Combat Sub Aquarius został zaprezentowany oficjalnie 2 lata temu na targach w Bazylei. Kawałek czasu temu, jednak wcześniej nie było nam po drodze. Skoro nadążyła się w końcu okazja do bliższych oględzin, nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności.

 

 

Ogólnie patrząc się na czasomierz, można odnieść wrażenie, że gdzieś to już było. Jest to zupełnie zrozumiałe, ponieważ większość „nurków” jest stylizowana na kultowe modele wykreowane przez takie marki, jak np. Rolex czy Omega. Jednak w tym przypadku zaryzykuje stwierdzeniem, że tytułowy bohater nie jest żadną „chamską” kopią. Ma swój niepowtarzalny styl. Tylko pierścień jest odrobinę wtórny i można go spotkać w bardzo popularnym modelu od „korony”.

 

 

 

Tarcza

 

Czarny cyferblat został zaprojektowany zgodnie z DNA marki i nawiązuje stylistycznie do pozostałych modeli wywodzących się z kolekcji Combat Sub. To właśnie tarcza sprawia, że nie możemy mówić o kolejnym klonie Omegi lub Rolexa. Posiada ona bardzo charakterystyczny design, który zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji. 

 

 

Tak jak przystało na divera, cyferblat jest mało skomplikowany i znajdują się tylko na nim najważniejsze elementy układu wskazań. Do dyspozycji mamy skalę godzinową składającą się z dwóch rodzajów indeksów. Okrągłych punktów oraz kreseczek (batonów), które zostały wypełnione substancją luminescencyjną Super-LumiNova®. Świeci ona na zielono. Tuż nad skalą godzinową możemy dostrzec białą podziałkę minutową i sekundową. Cyframi arabskimi opisano punkty 0, 10, 20, 30, 40 oraz 50.

 

 

Na godzinie trzeciej znalazło się okienko datownika. Co ważne, jego tło jest czarne, przez co nie odcina się na tarczy. Mały detal, ale często pomijany przez wielu producentów. Na godzinie 12 widnieje logo firmy, a na 6 nazwa modelu oraz informacja o jego klasie wodoszczelności. Poruszające się nad powierzchnią traczy trzy srebrzyste wskazówki również posiadają aplikację z masy fluorescencyjnej. Godzinowa oraz sekundowa świecą na zielono, z kolei minutowa świeci na niebiesko. 

 

 

 

Koperta

 

Tytułowy model wyposażono w kopertę o średnicy 46 mm oraz grubości 17 mm. Została wykonana ona ze stali szlachetnej, gdzie powierzchnie szczotkowane połączono z polerowanymi. Szczotkowane uszy koperty tworzą zgrany duet z polerowanym profilem obudowy. Nie ukrywam jednak, że lepszym wyborem byłoby zachowanie koperty w całości zmatowionej. Dlaczego? Mniej by się rysowała. Wspomniane wyżej uszy są krótkie, a ich rozstaw wynosi 22 mm. Dzięki ich kształtowi zegarek świetnie układa się na nadgarstku.

 

 

Obudowa dysponuje jednokierunkowym, obrotowym pierścieniem, służącym do śledzenia czasu zanurzenia, bądź dekompresji. Można go również wykorzystać jako prosty stoper np. podczas pieczenia ciasta. Absurd? Może. Wykonany w całości ze spieku ceramicznego pierścień, na swojej powierzchni, ma widoczną minutową skalę, zachowaną w monochromatyczności. Bardzo przypadło mi do gustu takie rozwiązanie kolorystyczne. Widniejąca w środku charakterystycznego trójkąta kropka świeci na niebiesko. 

 

 

Z racji wysokiej wodoszczelności - 500 metrów, koperta ma na wyposażeniu zawór helowy, który widoczny jest na godzinie 8. Niestety nie jest on automatyczny, tylko ręczny. Osobiście uważam, że jest to zbędny element pod względem użytkowym, ale nie powiem, nadaje charakteru całości. Na godzinie trzeciej znajdziemy zakręcaną i obudowaną koronkę. Na jej powierzchni widoczne jest logo Glycine. 

 

 

Koperta od góry „uzbrojona” jest w wypukłe szkło szafirowe z potrójną powłoką antyrefleksyjną. Co do powłoki to jest „mocarna”. Zresztą widać to doskonale na zdjęciach. Od spodu kopertę zamyka pełny stalowy dekiel, który jest zakręcany. Na jego powierzchni wygrawerowano ciekawy emblemat przedstawiający jedenasty astrologiczny znak zodiaku. Jest nim Wodnik. 

 

 

Bijące serce

 

 

Zastosowany mechanizm to kaliber z automatycznym naciągiem o oznaczeniu GL 224. Werk przy pełnym naciągu sprężyny umieszczonej w bębnie działa nieprzerwanie przez 38 godzin. Jest to jednostka napędowa od zewnętrznego dostawcy w wersji Elabore — m.in. bardziej dopieszczona wizualnie.

 

 

Pasek

 

 

Zegarek dostarczany jest wraz z czarnym gumowym paskiem, zapinanym za pomocą zatrzaskowego zapięcia. Ów zapięcie posiada dodatkowe zabezpieczenie w postaci przycisków bezpieczeństwa. Można je również rozsunąć z obu stron, jeżeli chcemy założyć zegarek na skafander. Podobnie jak niektóre elementy koperty, zapięcie zostało wykonane ze szczotkowanej stali. Wygrawerowane na nim logo jest już standardem. Pasek jest wygodny, gruby i powinien długo wytrzymać w należytym stanie. 

 

 

 

 

Podsumowanie

 

Glycine Combat Sub Aquarius to bardzo udany czasomierz, który oprócz aspektów technicznych, dobrej jakości materiałów, może pochwalić się również stonowanym wzornictwem. Myślę, że nie będzie się on jakoś szczególnie kłócić z bardziej casualowym ubiorem. 

 

 

Mimo sporego rozmiaru koperty, zegarek dobrze współgra z mniejszym nadgarstkiem. Waga obudowy nie jest przesadna i nie przeszkadza w codziennym użytkowaniu. Tak naprawdę ciężko mi jest się do czegoś przyczepić. To poprawnie skrojony „nurek”. 

 

 

Cena prezentowanego modelu jest niewygórowana. W sklepach znajdziecie ten zegarek za około 5920 zł. Uwzględniając zawsze jakiś rabat, możecie zbliżyć się do kwoty 5500 zł. Z czystym sumieniem mogę polecić Combat Sub Aquarius każdemu miłośnikowi diverów.

Bartosz Marciniak

Bartosz Marciniak

 

Moja przygoda z zegarkami rozpoczęła się już w szkole średniej, kiedy to na okienkach godzinowych spacerowałem po alejach galerii handlowej i spoglądałem z niedowierzaniem na gabloty wystawowe najlepszych salonów sprzedających owe przedmioty. Pierwsze moje pytanie pojawiające się gdzieś tam w głowie było: "Dlaczego zegarki potrafią kosztować majątek?" W celu nabycia wiedzy na ten temat trafiłem na forum KMZiZ gdzie zaraziłem się pasją, która z czasem przeistoczyła się w miłość

Poprzedni

Recenzja: Balticus Mustang Klub Polska

   Follow us on  ins

 

© 2018 Timeandwatches Polska. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Wykonanie: http://mizzo.pl/