25 czerwiec 2018

Recenzja: Ulysse Nardin Marine Torpilleur

Napisał: Bartosz Marciniak

Po raz pierwszy z zegarkami Ulysse Nardin spotkałem się w 2008 roku. Było to w jednym z warszawskich sklepów, który ówcześnie oferował wyroby producenta z Le Locle. Podjąłem w nim pracę jako sprzedawca, także miałem wiele czasu oraz możliwości, aby poznać dokładnie tę markę. Już wtedy wiedziałem, że będzie to długofalowa miłość, ponieważ zegarki od pierwszej chwili przypadły mi do gustu.

 

Manufaktura zasłynęła przede wszystkim z produkcji wysokiej klasy chronometrów morskich, służących do nawigacji. Odznaczały się one niezawodnością oraz wyjątkową precyzją. Nie skłamię, jeśli napiszę, że od końca lat 60 XIX wieku, były to najlepsze tego typu urządzenia dostępne na rynku. 

 

 

Firma szybko zyskała rozgłos i urosła w siłę, sukcesywnie powiększając swoją ofertę. Dobrych kilkadziesiąt lat później, projektanci postanowili przenieść najlepsze wartości i cechy chronometrów morskich na nadgarstek, tworząc czasomierze jedyne w swoim rodzaju. Tak w bardzo dużym uproszczeniu narodziła się kolekcja Marine, z którą marka jest silnie kojarzona.

 

Jednym z najnowszych modeli, który dołączył w tym roku do portfolio, jest Marine Torpilleur. Myślę, że w moje ręce wpadła najciekawsza wersja kolorystyczna, czyli – niebieska. Ten kolor chyba najlepiej odwzorowuje ideę kolekcji Marine. Kojarzy mi się jedno- znacznie z morzem oraz oceanem, które stanowią fundament marki.

 

 

Zegarek na żywo prezentuje się więcej niż wyśmienicie. Projektanci z powodzeniem połączyli kilka kluczowych elementów, które wpłynęły na końcowy efekt. Stworzyli czasomierz ponadczasowy, elegancki, czerpiący garściami z głęboko zakorzenionego DNA. Do tego rozmiar koperty nie jest przesadzony, a w środku bije manufakturowy mechanizm naszpikowany nową technologią. Czego zatem chcieć więcej?

 

 

Tarcza

 

Kluczowym elementem zegarka jest tarcza. To ona gra pierwszoplanową rolę w tym przedstawieniu. Patrząc na nią od razu widać nawiązanie do dawnych urządzeń służących do nawigacji podczas rejsu. Osobiście jestem wielkim zwolennikiem takiego designu. W tym przypadku mamy do czynienia z niebieskim cyferblatem, dodatkowo udekorowanym szlifem słonecznym. Dzięki niemu światło padające na powierzchnię tarczy pozostawia piękne refleksy. Zmienia się również barwa. Wszystko zależy od natężenia i kąta padania światła.

 

 

Układ wskazań jest rozmieszczony charakterystycznie dla kolekcji Marine. Na górze widnieje wskaźnik rezerwy naciągu – jedna z nielicznych dla mnie przydatnych komplikacji. W dolnej części zaimplementowano zaś mały sekundnik wraz z datownikiem. Tarczka małego sekundnika jest zdecydowanie większa od indykatora rezerwy chodu.

 

Bardzo podoba mi się sposób osadzenia wspomnianego wyżej datownika. Wygląda, jakby go wtopiono. Obie tarczki posiadają arabskie cyfry oraz koliste giloszowanie, które wyraźnie odznacza się od pozostałej części cyferblatu.

 

 

Białe cyfry rzymskie są znacznych rozmiarów i zapewniają doskonałą czytelność. Nadają niepowtarzalny styl modelowi Marine Torpilleur. Po tarczy przemieszczają się smukłe wskazówki. Godzinowa oraz sekundowa różnią się od siebie kształtem grotu. Po prostu bajka. Nie zabrakło również subtelnych czerwonych wstawek. Są nimi: rok powstania manufaktury oraz oznaczenie niskiego poziomu pozostałego czasu pracy. Moim zdaniem wszystko do siebie pasuje i stanowi jeden „organizm”.

 

 

Koperta

 

Co tu dużo mówić, jest po prostu świetna i to pod każdym względem. Jej średnica wynosi 42 mm. Dla jednych to dużo, dla innych mało, a dla mnie idealnie. Obudowa została wykonana ze stali szlachetnej. Jej powierzchnia w większości jest wypolerowana na wysoki połysk. Natomiast istnieją również elementy zmatowione, ale są w zdecydowanej mniejszości. Jednym z interesujących elementów obudowy jest pierścień, którego profil jest karbowany. W połączeniu z karbowaną i sygnowaną logiem koronką tworzy spójną całość.

 

 

Zmatowione z frontu uszy koperty są krótkie i dobrze wyprofilowane. Ich rozstaw to 21 mm. Zarówno od góry, jak i spodu, obudowę zamknięto szkłem szafirowym. Transparentny dekiel mocowany jest za pomocą sześciu śrubek. Po przeciwnej stronie koronki znajduje się, jak ja to nazywam, „tablica rejestracyjna”. W rzeczywistości jest to dobrze znana tabliczka z numerem danego egzemplarza. Każdy zegarek spod szyldu UN takową posiada.

 

 

Koperta wodoszczelna jest zaledwie do 50 metrów. Nie jest to zły rezultat, jednak biorąc pod uwagę marinistyczne powiązania, producent mógł pokusić się przynajmniej o te 100 metrów. Tym bardziej że mamy zakręconą koronkę. Szkoda.

 

 

Mechanizm

 

Marka zaserwowała nam manufakturową jednostkę o oznaczeniu UN-118. Mechanizm posiada certyfikat chronometru COSC, automatyczny naciąg oraz legitymuje się przyzwoitą rezerwą chodu, wynoszącą 60 godzin. Zaprezentowany po raz pierwszy w 2011 roku werk, posiada szereg ciekawych rozwiązań.

 

 

Najważniejsze jego elementy, jak kotwica, koło wychwytowe oraz włos balansu, zostały wykonane z krzemu. Zespół wychwytu dodatkowo pokryto diamentową powłoką – DIAMonSIL. Za jej opracowaniem stoi firma Sigatec, która z Ulysse Nardin współpracuje od dekady. Dzięki owej powłoce siła tarcia jest wyraźnie zredukowana. Eliminuje to konieczność stosowania smarów. Krzemowe komponenty zapewniają trwałość oraz są odporne na negatywny wpływ pola magnetycznego.

 

 

Jeśli chodzi o wygląd kalibru UN-118 to również jest dobrze. Wahnik oraz poszczególne mostki ozdobiono kolistymi pasami genewskimi. Dla kontrastu płytę główną udekorowano techniką perłowania. Niebieskie śrubki, logo oraz nazwa marki wieńczą dzieło. Mnie najbardziej z tego „zestawu” podoba się wahnik przyozdobiony dwoma kotwicami. Prezentuje się okazale. Ogólnie, patrząc na mechanizm, można odnieść wrażenie, że pochodzi on z najwyższej półki.

 

 

Pasek

 

Do recenzji dostałem wersję na niebieskim pasku skórzanym, wykonanym z wysokogatunkowej skóry aligatora. Jeśli chodzi o jego jakość i wykonanie, to są one pierwszoligowe. Odpowiednia grubość w połączeniu z solidnymi przeszyciami zapewni długowieczność. Pamiętajcie jednak, że nie jest on niezniszczalny. Długość życia paska uwarunkowana jest w dużym stopniu od Was. Jeszcze co do przeszyć to są dość dyskretne, dzięki czemu nie rzucają się zbytnio w oczy.

 

 

Wraz z paskiem dostajemy stalowe zapięcie motylkowe z przyciskami bezpieczeństwa. Zapięcie działa bardzo płynnie i poprawia znacznie komfort użytkowania. Na wypolerowanej klamerce nie zabrakło grawerowanego loga producenta. Na minus należy zaliczyć trzpień klamry, który siedzi bardzo mocno w dziurkach i łatwo uszkodzić skórę podczas zmiany rozmiaru paska. Uczulam, należy to robić bardzo ostrożnie.

 

 

Podsumowanie

 

Ulysse Nardin Marine Torpilleur to model, który doskonale posłuży właścicielowi, jako zegarek na co dzień. Jego elegancka i charakterystyczna prezencja, nawiązująca do historii marki, na pewno wzbudzi podziw u znajomych. W moim przypadku dokładnie tak było. Zegarek nosi się bardzo komfortowo i z łatwością odczytuje się z niego aktualne wskazania. Oprócz aspektów wizualnych mamy mechanizm naszpikowany nowoczesnymi technologiami. O jego precyzję i trwałość nie musimy się martwić.

 

 

I teraz najważniejsze – cena. Za prezentowany model trzeba zapłacić 29 330 zł. Uważam, że podana kwota jest idealnie zbilansowana i w żadnym wypadku niewygórowana. Dostajemy produkt ekskluzywny, wykonany przy użyciu najlepszych materiałów. Producent też jest nie bez znaczenia.

Bartosz Marciniak

Bartosz Marciniak

 

Moja przygoda z zegarkami rozpoczęła się już w szkole średniej, kiedy to na okienkach godzinowych spacerowałem po alejach galerii handlowej i spoglądałem z niedowierzaniem na gabloty wystawowe najlepszych salonów sprzedających owe przedmioty. Pierwsze moje pytanie pojawiające się gdzieś tam w głowie było: "Dlaczego zegarki potrafią kosztować majątek?" W celu nabycia wiedzy na ten temat trafiłem na forum KMZiZ gdzie zaraziłem się pasją, która z czasem przeistoczyła się w miłość

Poprzedni

Hands-On: Glycine Combat Sub Aquarius

   Follow us on  ins

 

© 2018 Timeandwatches Polska. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Wykonanie: http://mizzo.pl/